Eksperci: codziennie dostają się do naszego organizmu jakieś patogeny

Do naszego organizmu codziennie dostają się jakieś patogeny, choćby podczas mycia zębów, ale na ogół dobrze radzi sobie z nimi nasz układ immunologiczny – twierdzi prof. Joanna Zajkowska z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

Specjalistka, która jest zastępczynią ordynatora Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcyjnych białostockiego UM, mówiła o tym podczas wirtualnej konferencji prasowej pod hasłem „Bezpieczeństwo i skuteczność szczepionek mRNA”. Zorganizował ją portal zdrowie.pap.pl na zlecenie firmy Pfizer, jednego z producentów szczepionki przeciwko COVID-19 (zawierającej technologię mRNA).

Tłumaczyła ona, jak działa układ immunologiczny, który broni nas przed drobnoustrojami, z którymi stykamy się na co dzień. Mogą one wniknąć do naszego organizmu podczas każdej okazji, nawet zwykłych, codziennych czynności.

„Do tego (do obrony przed patogenami – PAP) stworzony został układ immunologiczny o różnych poziomach wyrafinowania i skomplikowania. Najpierw są bariery fizyczne, takie jak budowa skóry, oskrzeli i przewodu pokarmowego, zatrzymujące część patogenów” – powiedziała.

Bariery te nie zawsze są wystarczające; niektóre drobnoustroje je pokonują i przedostają się do wnętrza naszego organizmu. Wtedy włączane są kolejne poziomy obrony. Mechanizmy ewolucyjne wyposażyły człowieka w układ immunologiczny pozwalający odróżnić obce białka, które mogą nam zagrażać. Musieliśmy nauczyć się odróżniać to co dla nas bezpieczne i niebezpieczne. Inaczej nie moglibyśmy przeżyć we wrogim dla nas środowisku, ponieważ oddychamy niejałowym powietrzem, spożywamy niejałowe pożywienie i kontaktujemy się powierzchnia skórą z dużą ilością patogenów.

Według specjalistki mechanizm immunologiczny, pozwalający odróżnić tego co własne i obce w naszym organizmie, działa nie tylko wobec znajdujących się w otoczeniu i zagrażających nam patogenów. Dotyczy też nieprawidłowych, zmutowanych komórek grożących powstawaniem nowotworów. Rak rozwija się dopiero wtedy, gdy oszuka nasz układ immunologiczny. Dlatego stosowane od niedawna nowe metody immunoterapeutyczne polegają na tym, że uczą go na nowo rozpoznawać komórki nowotworowe.

Prof. Joanna Zajkowska zwróciła uwagę, że najbardziej wyrafinowanym stopniem odpowiedzi immunologicznej jest tzw. immunobiografia, czyli zarejestrowana historia patogenów, z którymi się w naszym życiu stykaliśmy. Wymaga ona rozpoznania białka, które jest dla nas niekorzystne, a następnie wygenerowania odpowiedniej odpowiedzi odpornościowej.

„Chodzi o to, żeby zareagować skutecznie i wyeliminować ten patogen z naszego organizmu, gdy spotkamy się z nim po raz drugi. Ten układ odpornościowy działa na co dzień bardzo intensywnie. Bo codziennie dostają się do naszego organizmu jakieś patogeny, np. podczas mycia zębów czy spożywania pokarmów, czy na skutek skaleczenia skóry. I te mechanizmy muszą działać efektywnie” – wyjaśniała.

Na tym też polegają szczepienia stosowane przeciwko różnym drobnoustrojom. Taki preparat prezentuje w naszym organizmie obcy patogen, ale w sposób bardzo dla nas bezpieczny. „Podajemy do naszego organizmu fragment białka bądź – tak jak w nowych szczepionkach – kodujący go mRNA, który przedstawiamy układowi immunologicznemu, żeby go przygotować na kontakt z tym patogenem. Czyli żeby wygenerować odporność, ale bez zachorowania” – zaznaczyła specjalistka.

Jako przykład podała szczepionki przeciwko koronawirusom SARS-CoV-2, w których wykorzystuje się technologię mRNA. „W szczepionkach tych zręcznie naśladuje się naturalne mechanizmy generowane w trakcie zakażenia wirusowego. Wirus gdy atakuje naszą komórkę i znajdzie sposób, by do niej wniknąć, a koronawirus znalazł taki receptor, który to umożliwia, wkleja się do jądra komórkowego, przestraja jej maszynerię genetyczną, by produkować swoje kopie” – tłumaczyła.

Patogen w trakcie tego przestrojenia wytwarza mRNA, które jest wyrzucane z jądra komórkowego. Na bazie tego mRNA w cytoplazmie komórki syntetyzowane są składniki tego wirusa, które montują się w cały wirus, komórka się rozpada, a wirus atakuje kolejne komórki.

„Technologia mRNA to zatem zręczne naśladowanie tego szlaku, ale od momentu, gdy mRNA pojawia się w cytoplazmie. Naśladujemy proces zakażenia, ale bez zakażenia i bez zajmowania jądra komórkowego” – podkreśliła.

Do komórki wprowadzany jest tylko fragment mRNA wirusa, białko S kolca. Po wprowadzeniu do cytoplazmy komórki umożliwia on syntetyzowanie tego kolca. Układ immunologiczny rozpoznaje go podobnie jak w przypadku naturalnego zakażenia. Wtedy też generowana jest odpowiedź komórkowa, jak i humoralna.

Prof. Zajkowska podkreśliła, że szczepionka w technologii mRNA nie ma genomu wirusa i jest nieaktywna, nie grozi zatem zakażeniem. Jej zdaniem to urzekająca metoda, o ogromnym znaczeniu dla przyszłości medycyny. Początkowo opracowano ją z myślą o leczeniu nowotworów. Firma Moderna, jeden z producentów szczepionki mRNA przeciwko koronawirusowi, pracowała nad terapią pozwalającą uzyskać odporność na konkretne białko, by wspomóc leczenie choroby nowotworowej.

Prof. Andrzej M. Fal, kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych w Szpitalu MSWiA w Warszawie podczas tego samego webinarium powiedział, że pierwsze podanie w celach leczniczych mRNA nastąpiło już w 2009 r. „To nie jest technologia eksperymentalna – pokreślił – nie powstała w ciągu kilku miesięcy w czasie trwania pandemii COVID-19. Jest najnowsza, ale testuje się ją i bada od 12 lat”.

Inaczej działa tzw. szczepionka wektorowa, opracowana przez firmę Astra/Zeneca. W jej przypadku wektorem, czyli nośnikiem najczęściej są adenowirusy, niegroźne patogeny atakujące ludzi lub szympansy. „Materiał genetyczny na tym wektorze dostaje się do jądra komórkowego, bo jest to DNA. Dopiero tam na jego bazie powstaje RNA, które przedostaje się do cytoplazmy, gdzie w rybosomach produkowane jest odpowiednie białko. Efekt jest ten sam: powstaje pobudzenie układu immunologicznego, tworzone są komórki pamięci immunologicznej oraz przeciwciała” – wyjaśnił.

Specjalista podkreślił, że szczepionki są podawane badaniom klinicznych, które mają wykazać ich bezpieczeństwo i skuteczność oraz określić w jakiej dawce należy ją stosować. „Nie ma możliwości żeby zostały dopuszczone do leczenia leki niezbadanego pod względem skuteczności i bezpieczeństwa. Oczywiście im dłużej trwa obserwacja, tym lepiej. W okresie pandemii ten okres obserwacji jest skracany, ale nigdy nie jest zerowy. Nie jest tak, że nie mamy żadnych wiadomości o bezpieczeństwie preparatu” – przekonywał prof. Andrzej M. Fal. (PAP)