Muzealne ABC … S jak smaganie

Zapraszamy na kolejną odsłonę wspólnego cyklu Muzeum im. J.G. Herdera w Morągu oraz portalu mediagroupinfo.eu „Muzealne ABC”. Przewodnikiem po muzeum jest Angelika Rejs, kierownik Muzeum im. J.G. Herdera w Morągu. Tym razem w naszym alfabecie pojawiła się litera S jak smaganie.

Smaganie to dawny zwyczaj związany ze świętami wielkanocnymi, a konkretnie z  Poniedziałkiem Wielkanocnym. W tym dniu jednym z  najważniejszych i najbardziej znanym w całej Polsce był zwyczaj polewania się wodą. Wyjątkiem w tym względzie był nasz region, gdzie nie znano tego zwyczaju, natomiast smagano (uderzano) się gałązkami jałowca i palmami. Smagali przede wszystkim chłopcy, zwłaszcza te ładniejsze dziewczęta. Od smagania można było się wykupić ofiarowując pisanki. Smaganie to jedna z najbardziej rozpowszechnionych form rozrywkowych okresu wielkanocnego zwano ją chodzeniem po smaganiu, czy też chodzeniem po wykupku. Pierwszego dnia wieczorem oraz przez cały drugi dzień chodziły po wsi grupy młodzieży i starszych, zwane najczęściej wykupnikami, z gałązkami wierzbowymi (niekiedy brzozowymi). Gałązki na trzy tygodnie przed świętami zrywali i wstawiali do wody żeby się zazieleniły. Często na Warmii i Mazurach do smagania używany był kadyk, czyli jałowiec. Kadykiem smagały przeważnie starsze grupy chodzących. Chodzący po smaganiu śpiewali specjalne pieśni i zbierali wykup, wykupek, najczęściej w postaci jaj, ciasta, kiełbasy, bardzo rzadko pieniędzy. O pozwolenie na smaganie grupa chodzących pytała zawsze piosenką:

Dobry wiecór nasa pani

Czyście się nas spodziewali

Nam wykupek sykowali?

Innym podobnym zwyczajem było chodzenie z kurkiem, które miało zapewnić odwiedzanym rodzinom zdrowie i pomyślność. Dawniej chodzono z żywym kogutem, nakarmionym ziarnem umoczonym w spirytusie – dzięki czemu był spokojny, ale głośno piał. Z czasem zastąpiono go ptakiem wypchanym, ulepionym z gliny, upieczonym z ciasta albo wyciętym z deski.

(Angelika Rejs)