AktualnościHALO MORĄG

Wybrałam zawód, który jest moją pasją

Z okazji zbliżającego się Światowego Dnia  Lekarzy Weterynarii rozmawiamy z Katarzyną Majer- Chmielewską, lekarzem weterynarii.

Zacznijmy od najbardziej podstawowej kwestii – proszę powiedzieć, jak zostać weterynarzem?

Po pierwsze, trzeba lubić zwierzęta, a po drugie dużo się uczyć: najpierw w czasie prawie sześcioletnich studiów, a potem na kursach i szkoleniach.

Jakie umiejętności powinien posiadać przyszły lekarz weterynarii, aby móc wykonywać ten zawód, czy sama miłość do zwierząt wystarczy?

Sama miłość nie wystarczy. Trzeba do niej dodać ogrom wiedzy teoretycznej, którą przyswajamy na studiach, zdolności manualne, których uczymy się na praktykach, umiejętność nawiązywania kontaktów międzyludzkich i dużo cierpliwości, zaangażowania, a czasem odwagi.

Medycyna weterynaryjna to łatwe studia?

Bardzo wymagające.

Przyszli weterynarze nie siedzą chyba nad książkami cały czas? Co z zajęciami praktycznymi? Tyle słyszy się o tym, że student weterynarii powinien mieć mocny żołądek…

Już na pierwszym roku studiów  jest wstępna selekcja studentów pod względem ich wytrzymałości na zapachy i widoki. Mam na myśli zajęcia z anatomii zwierząt, które odbywają się w prosektorium. Po pierwszych ćwiczeniach na zwłokach widać kto zostanie na uczelni, a kto zdecyduje się na zmianę kierunku na humanistyczny. Mam wrażenie, że widok zwłok jest też pierwszym testem wytrzymałości psychicznej. Z biegiem lat, nie jest bardziej pachnąco. Na kolejnych latach i przedmiotach musimy oswoić się z widokiem krwi, nauczyć się badać zwierzęta m.in rektalnie.

W tym momencie, nie ma zapachu lub widoku, po którym mogłoby mi się zakręcić w głowie. Dzięki temu umiem rzetelnie zbadać moich pacjentów i skupić się na ich problemach i zdrowiu, a przykry zapach lub widok nie zaprząta mi głowy.

Kiedy przychodzi moment, w którym student weterynarii może poczuć się jak prawdziwy lekarz?

Myślę, że student powinien czuć się studentem, a lekarz – lekarzem. Nie pamiętam dnia, w którym przestałam czuć się studentem, a zaczęłam lekarzem. Myślę, że był to proces, kiedy stopniowo pod okiem innych lekarzy, zyskiwałam samodzielność, pewność swoich działań, poczucie odpowiedzialności za pacjenta, aż w końcu mogłam stanąć sam na sam z pacjentem i jego problemem i samodzielnie go rozwiązać.

Gdy uda się skończyć studia… Można od razu zabrać się za leczenie zwierząt? A może najpierw trzeba zrobić specjalizację?

W momencie ukończenia studiów, absolwent otrzymuje dyplom lekarza weterynarii. Kolejnym krokiem jest zarejestrowanie się w izbie lekarsko – weterynaryjnej, która po złożeniu odpowiednich dokumentów, przyznaje prawo wykonywania zawodu. Od tej pory mamy uprawnienia do leczenia wszystkich gatunków zwierząt.

Do pracy ruszyła Pani dopiero po odebraniu prawa do wykonywania zawodu, a w pracy… Czym dokładnie zajmuje się weterynarz?

Przede wszystkim profilaktyką chorób zwierząt. Zawsze dbam o to, aby dokładnie zaplanować wszelkie zabiegi profilaktyczne u swoich pacjentów bo „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Kolejnym aspektem jest leczenie. Jeżeli pacjent, przychodzi do nas z problemem zdrowotnym, to musimy go dokładnie zbadać, czasem wdrożyć badania dodatkowe, a na końcu zaplanować terapię. Leczenie zwierząt to nie tylko podawanie tabletek lub zastrzyków. Bardzo często zamieniamy gabinet przyjęć na salę chirurgiczną gdzie operujemy zwierzęta. W Przychodni Weterynaryjnej Inwet posiadamy własne laboratorium, w którym samodzielnie wykonujemy badania krwi , badania moczu i kału oraz ocenę mikroskopową wymazów, zeskrobin itp. , więc czasem jesteśmy również laborantami. Niejednokrotnie staram się również być dietetykiem swoich pacjentów i służę pomocą w dobraniu odpowiedniej diety. Jak widać, zakres naszej działalności jest bardzo szeroki.

Jeżeli już pracuje się ze zwierzętami w lecznicy to jest to praca faktycznie ze zwierzętami, czy może raczej z ludźmi?

Większość  osób idących na weterynarię, w tym ja myślało, że będzie pracować ze zwierzętami. Teraz, wiedząc w jak wielkim błędzie byłam, mogę się tylko uśmiechnąć pod nosem. Moja praca to głównie praca z drugim człowiekiem. To właściciel relacjonuje mi jak czuje się jego zwierzę, co zauważył niepokojącego, to on zgadza się lub nie na zaproponowaną diagnostykę  i leczenie, a na końcu, to on podaje czworonogowi leki, pilnuje terminów kontroli.

W lecznicy koledzy śmieją się, że jestem gadułą, ale uważam, że rozmowa z właścicielem zwierzęcia jest bardzo ważna. W zależności od tego, w jaki sposób wytłumaczę właścicielowi stan jego ulubieńca, tak jemu będzie łatwiej zrozumieć co się dzieje i dlaczego wdrażamy konkretne leczenie lub dlaczego musimy poszerzyć diagnostykę.

Często zdarza się, że leczenie nie jest wdrażane, bo po prostu finanse stają na przeszkodzie?

Niestety tak. Biorąc pod opiekę zwierzę, trzeba pamiętać, że wcześniej czy później będzie konieczność opłacania jego szczepień, profilaktyki przeciwpasożytniczej,  diagnostyki chorób lub leków. Medycyna weterynaryjna jest branżą prywatną – nie ma narodowego  funduszu zdrowia zwierząt.

Ma Pani psa bądź inne zwierzę w domu?

Miałam ukochanego kota, który dożył prawie 18 lat. Niestety, na jesieni swojego życia zaczął bardzo chorować. Wraz z rodziną musieliśmy podjąć najtrudniejszą decyzję dla każdego właściciela zwierzęcia.

Dzięki więzi, która mnie z nim łączyła i historiom, które razem przeżyliśmy, wiem jak to jest być po tej drugiej stronie – w roli opiekuna zwierzęcia, który jest zatroskany o zdrowie swojego czworonoga. Pozwala mi to na lepsze zrozumienie moich klientów i otoczenie ich opieką.

Często słyszy się, że ktoś dostał zwierzę w prezencie? Uważa Pani, że to dobry pomysł?

Uważam, że zwierzę nie może być prezentem. To nie jest rzecz, tylko żywa istota która rozumie więcej, niż nam się wydaje i ma swoje uczucia. Co jeśli prezent okaże się „nietrafiony”? Zwierzę nie ma okresu gwarancji lub czasu, w którym możemy go zwrócić.

Krąży taka plotka, że psy rasowe są bardziej chorowite od nierasowych. To prawda?

W każdej plotce jest ziarnko prawdy. Psy rasowe są bardzo dobrze poznane. Wiedza o nich jest tak szeroka, że aktualnie możemy wykonywać badania genetyczne i sprawdzić skłonności do pewnych chorób, do których konkretna rasa ma predyspozycje.  Upraszczając, niektóre rasy psów mają swoje charakterystyczne choroby przenoszone z pokolenia na pokolenie, o których wiemy i możemy wcześniej wykryć. Popularne mieszańce są na tyle różnorodne, że nigdy do końca nie wiadomo, jakich maja przodków. U mieszańców, nie wiemy czego możemy się spodziewać i niektóre schorzenia wykrywane są późno lub przypadkowo.

Pogodzenie życia prywatnego i pracy w lecznicy weterynaryjnej to „Mission Impossible”, w której zabrakło Toma Cruise’a?

Bardzo dobre pytanie. Moja praca jest bardzo absorbująca. Często zostaję po godzinach,  przyjmuję pacjentów o nietypowych porach lub w dni wolne. Jako osobie z dużą empatią, ciężko jest mi odmówić kiedy wiem, że jakieś zwierzę cierpi i potrzebuje mojej pomocy.

Mam to szczęście, że pracuję razem z mężem – Kamilem Chmielewskim , który także jest lekarzem weterynarii . Poznaliśmy się na studiach, a dziś razem prowadzimy Przychodnię Weterynaryjną Inwet. Dzięki temu spędzamy wspólnie więcej czasu i łączymy życie prywatne z zawodowym. Ponadto, on rozumie kiedy spędzam sobotni wieczór ratując pacjenta z wypadku, a ja nie mam pretensji kiedy on w nocy jedzie do porodu u krowy lub klaczy.  Przy odrobinie dobrych chęci i wspólnym zrozumieniu , wszystko da się pogodzić.

Zauważam, że standardy oferowane przez lecznice bardzo się podniosły. Z czego to wynika?

Zgadzam się. Myślę, że składa się na to kilka czynników: przede wszystkim rozwój medycyny i coraz większe możliwości diagnostyczne, a także świadomość właścicieli  i rola zwierząt w naszym życiu. Opiekunowie naszych pacjentów są coraz lepiej wyedukowani i wymagają od nas coraz więcej, a my musimy „nadążać” i ciągle poszerzać i aktualizować swoją wiedzę. Niejednokrotnie słyszałam od swoich klientów, że ich zwierzęta mają lepsza opiekę lekarska niż oni – to bardzo miłe być tak docenionym.

Jakie, Pani zdaniem, wynikają wartości dodane z posiadania zwierzaka w domu?

Więź jaka tworzy się między zwierzęciem, a jego opiekunem. Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć.

Każdy weterynarz powinien sobie poradzić z każdym zwierzęciem, czy w swojej praktyce koncentrować się na konkretnych gatunkach?

Lekarz u którego praktykowałam na studiach zawsze powtarzał, że jak coś jest od wszystkiego to jest też od niczego. Niestety ma to swoje przełożenie u nas w pracy. Postęp medycyny i różnice gatunkowe wśród zwierząt są tak duże, że nie da się w sposób profesjonalny zajmować  wszystkimi gatunkami. Oczywiście każdy lekarz posiada podstawową wiedzę o innych zwierzętach, ale leczenie specjalistyczne powinniśmy zostawić lekarzom zajmującym się konkretnym gatunkiem.

Co poradziłaby Pani młodym osobom, które myślą o pracy lekarza weterynarii?

Zachęciłabym ich do odbycia praktyk w lecznicy weterynaryjnej. Dzięki temu będą mogli zweryfikować czy praca ze zwierzętami i ich opiekunami jest taką, jaką sobie wyobrażają.  Potem przyjdzie czas na naukę.

Poza pracą ma Pani hobby, pasję czy praca jest tą pasją?

Mam to szczęście że wybrałam zawód, który jest moją pasją dzięki czemu pobyt w lecznicy i praca z pacjentem jest dla mnie przyjemnością, a nie obowiązkiem. Ponadto uwielbiam aranżować wnętrza – wykorzystałam to przy remoncie naszej przychodni  (Przych. Wet INWET) i każdy szczegół skrupulatnie planowałam. Projektowanie rozkładu pomieszczeń, dobór kolorystyki, wyszukiwanie wyposażenia oraz dodatków sprawia mi wielką przyjemność.

(wywiad autoryzowany)

error: Nie kopiuj!!!