Zabrali sowę z lasu, bo myśleli, że jej pomagają

Mała, puchata kulka z wielkimi oczami została przyniesiona do Nadleśnictwa Dobrocin. W małej skrzyneczce, na dziecięcej kołderce, bardzo spokojnie siedział sobie śliczny, mały puszczyk. Ludzie, którzy go przynieśli do siedziby Nadleśnictwa Dobrocin powiedzieli, że znaleźli malucha pod drzewem i dobrze się nim zaopiekowali.

Tak, takie maluchy, jeszcze w puchu to podloty. Są to osobniki, które naturalnie opuszczają dziuple i  rozchodzą się po gałęziach, co pozwala zwiększyć szanse na przeżycie maluchów. Czasami któryś spadnie na ziemię… Rodzice jednak są zawsze w pobliżu i cały czas podkarmiają swoje młode. Maluchy wędrują po konarach celowo, bo gdyby do dziupli dostała się kuna, zniszczyłaby wszystkie pisklęta.

Nasz wielkooki maluch został przewieziony do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Dzikich w  Napromku, gdzie otrzyma fachową pomoc i opiekę.

Co robić, gdy spotkamy podlota sowy ?

W przypadku znalezienia małej, puchatej sowy należy sprawdzić, czy nic złego jej się nie dzieje, czy nie jest połamana, ranna, osłabiona. Tylko w takiej sytuacji występuje konieczność odtransportowania jej do ośrodka rehabilitacji dla dzikich zwierząt. Jeżeli nic sowie nie jest, to jedyny sposób, w jaki można jej pomóc, to posadzić ją na jakiejś gałęzi, by drapieżniki np. kuny, koty, lisy nie miały do niej łatwego dostępu. Następnie powinniśmy oddalić się i zostawić podlota przyrodzie i prawom natury.

(RDLP Olsztyn)